BTS; MonTae
Namjoon starał się jak mógł, być dobrym liderem dla wszystkich. Ale kiedy stała się ta tragedia bał się, że sobie nie poradzi. Wszyscy członkowie zespołu rozeszli się w ciszy, uciekając przed jego oskarżycielskim wzrokiem. Zostawili go w tym samego, a on nie potrafił przejść obojętnie. Rodzice Taehyunga zginęli. Chłopak musiał przeżywać piekło.
Wszedł do pokoju. Taehyung siedział na podłodze, pod ścianą, z nogami podciągniętymi pod brodę i szlochał.
-Taehyung... - zawołał go cicho Namjoon.
-Zostaw mnie - usłyszał w odpowiedzi.
Podszedł, klęknął tuż obok i siłą przyciągnął chłopaka do siebie, obejmując ciasno ramionami.
-Zostaw mnie - powiedział Taehyung, ale już mniej stanowczo.
Namjoon przycisnął go do siebie jeszcze mocniej. Nie zamierzał go wypuszczać z objęć dopóki nie przestanie szlochać. Widok załamanego przyjaciela sprawiał mu ból. Gdzieś tam w środku Namjoon nie mógł znieść tego, że wiecznie uśmiechnięty, hiperaktywny V, TaeTae, cierpi i płacze w samotności. Gdzieś tam w środku czuł, że musi go wspierać. Nie jako lider, ale jako Namjoon. Po prostu Namjoon.
Taehyung po jakimś czasie w końcu się uspokoił. Zaczął miarowo oddychać. Otarł łzy, nadal wtulony w Namjoona.
-Hyung... - westchnął.
Namjoon odsunął się od niego i spojrzał mu w oczy.
-Joongkook mnie zostawił. Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi, a on po prostu wyszedł.
Namjoonowi mało nie pękło serce. Taehyung potrzebował wsparcia.
-To jeszcze dzieciak - zaczął go tłumaczyć. - Nie wiedział jak się ma zachować. Przerosła go sytuacja. Nie obwiniaj go.
Poczochrał mu dłonią włosy i przyciągnął do siebie, całując go w głowę. Zamarli w tej pozycji. Namjoon próbował przekazać mu tyle ciepła ile tylko mógł. Zawsze miał słabość do Taehyunga i uwielbiał go za jego pozytywne podejście do życia.
-Hyung... dziękuję. - Taehyung odsunął się od niego. - Już nie trzeba.
Namjoon nie dał za wygraną.
-Trzeba. Nie możesz być sam. Jeśli nie chcesz rozmawiać, nie musisz. Ale nie zostawię cie tutaj. Jesteśmy...
-Rodziną, tak. Nie rozumiesz, hyung.
Taehyung nie wyglądał już na zrozpaczonego. Namjoon przyglądał mu się, goniąc za uciekającym wzrokiem chłopaka. Nie był to też stary, dobry, beztroski Taehyung, którego Namjoon znał przez tyle lat.
Namjoon sięgnął do jego twarzy i delikatnym, ale stanowczym ruchem zmusił go do spojrzenia sobie w oczy. Ten wyraz twarzy... to był Taehyung ze sceny.
-Hyung, przestań póki jeszcze nie jest za późno.
Namjoon nie zrozumiał.
Po chwili poczuł na swoich ustach ciepłe, miękkie wargi Taehyunga.
~ 2015/04/03
nie wiem co mi odbiło z pairingiem.
LWY - Love Writing Yaoi


0 komentarze:
Prześlij komentarz